Małe i wspaniałe

Małe i wspaniałe – kontrkulturowe domki zdobywają rynek

Ekskluzywne i nowoczesne? A może słodkie i nieco kiczowate? Czy też po prostu zbudowane z materiałów z odzysku? Charakter domku zależy od naszych oczekiwań i zasobności portfela, jednak nie sposób przejść obojętnie wobec faktu, że domki a także ich producenci szturmem zdobywają rynek. Jedni traktują je jako domy przejściowe, inni jako sprzeciw wobec marnotrawienia miejsca i pieniędzy na duże rezydencje, jeszcze inni – i tych jest w Polsce najwięcej – jako domy wakacyjne.

Jak to się zaczęło…

Stany Zjednoczone nigdy nie kryły się z kompleksami względem Starego Kontynentu. Dlatego przyjęła się tam prosta zależność: chcemy mieć to, co w Europie, tylko większe, bardziej kolorowe i błyszczące. Tak narodziło się Las Vegas, ale potrzeba ta realizowana była niemal przez każdego, kto w drugiej połowie XX w. i na początku XXI wieku zapadał w amerykański sen, czyli bogacił się w krótkim czasie. Jednym z przejawów tego wzrostu zamożności była rosnąca powierzchnia rezydencji. I tak, średnia wielkość domów jednorodzinnych w Stanach w 1978 roku wynosiła 165 m2, a w 2013 roku, mimo statystycznego spadku liczebności amerykańskich rodzin, już blisko 250 m2.

Już Newton udowodnił w fizyce, że każda akcja wywołuje równą jej i przeciwnie skierowaną reakcję. Dlatego w czasie, gdy moda na rozłożyste rezydencje kwitła, jednocześnie pojawiały się głosy wychwalające zalety małych konstrukcji. Pionierami w tym zakresie byli Lloyd Kahn, autor Schronienia (1973) i Lester Walker, autor „TinyHouses” (1987). Za matkę kontrkultury zmierzającej w kierunku gloryfikacji małych domów, uznaje się jednak Sarah Susankę, która w 1997 roku opublikowała „The Not So Big House”. Ważnym dziełem o tej tematyce, jest również wydany w 2006 roku przez Stowarzyszenie Małych Domów przewodnik „Mały dom na małej planecie”.

Dziś furorę w telewizji robią programy poświęcone małym domkom. Najpopularniejsze wśród nich to „Małe i wspaniałe” z Georgiem Clarkiem (Domo+), czy też „Luksusowe minidomy”, „Mały dom duże możliwości”i Odjazdowe minidomy (HGTV).

Małe jest piękne, a duże wcale nie może więcej

Walorów domów kompaktowych nie sposób przecenić – te mobilne łatwo przewieźć i ustawić w dowolnym miejscu na ziemi. Z kolei tym posadowionym na stałe sprzyja niedawno przyjęte prawo budowlane, zgodnie z którym budynki do 35 m2 postawić można na zgłoszenie. Współczesne domki wyposażone są we wszelkie niezbędne do życia wygody. Mogą mieć charakter weekendowy, ale mogą też służyć za pełnoprawny całoroczny dom – wybór jest duży.

– Współczesne domy kompaktowe charakteryzuje bardzo nowoczesny, modernistyczny design – podkreśla architekt Mariusz Kuźniak, właściciel pracowni DesignOFF. Wielu producentów jest w stanie dostosować dom dokładnie do naszych potrzeb. Mamy wpływ zarówno na dobór materiałów, w których zostanie wykończony, jak i rozstawienie pomieszczeń, ich funkcje i ergonomię. Możemy w nich mieć elegancką łazienkę, kuchnię, jadalnię, sypialnię i toaletę. Mistrzowie projektowania na powierzchni potrafią zmieścić nawet pokój dla dzieci lub biuro.

W zależności od tego, jakie mamy oczekiwania i ile chcemy na taką budowlę przeznaczyć, możemy kupić dom już od 20 000 zł. Średnia cena firmowych domów całorocznych budowanych przez duże firmy to ponad 100 000 zł. Te najdroższe posiadają bardzo bogate wyposażenie, często specjalnie zaprojektowane dla danego typu domku. Te tańsze mają charakter budżetowy, ale i wśród nich znaleźć można prawdziwe architektoniczne perełki. Projekty takich właśnie wersji powstają w pracowni DesignOFF.

– Obecnie dąży się do tego, aby domy mobilne były w pełni samodzielne i nie wymagały przyłączy do sieci. Wiele z nich wyposażonych zostaje w panele solarne, co zapewnia im niezależność energetyczną. W przypadku toalet, ogrzewania i wody do codziennego użytku stosuje się rozwiązania wykorzystywane w kamperach i przyczepach kampingowych – wyjaśnia architekt Mariusz Kuźniak.

Na wodzie i lądzie

Część domów kompaktowych to domy mobilne, ustawione na platformie wyposażonej w koła, co ułatwia ich przewiezienie i ustawienie, a także realizuje wymóg braku stałego związku z gruntem. Są jednak i takie, które montowane są na platformach pływających (przykład znajdziemy m.in. w Mielnie, w Dąbkowicach oraz w Kamieniu Pomorskim). Takie houseboaty zarejestrować można jako łódź motorową, a jeśli wyposażymy ją w silnik o mocy do około 15 KM, nie musimy mieć nawet uprawnień. Mamy dom, mamy łódź i nieskończoną ilość możliwości w jednym.

Miłośnicy domów kompaktowych znajdą ich obecnie sporo w nadbałtyckich kurortach. To przyjemna zmiana, bowiem w kontekście domków nasze wybrzeże wciąż jeszcze kojarzy nam się z mało komfortowymi Brdami. Ostatnimi lata były upalne, zostawiliśmy zatem nad Bałtykiem sporo pieniędzy. Te zaś napędzają inwestycje, których efekty możemy obecnie oglądać.

Jak w bajce

O tym, jak ważny jest temat małych domków, świadczyć może fakt, że stały się one nawet tematem bardzo sympatycznej i dobrze przygotowanej książeczki dla dzieci. Niewielkich rozmiarów architektoniczne dzieła zaprezentowane zostały w wydanej nakładem Dwóch Sióstr pozycji dla dzieci zatytułowanej „D.O.M.E.K. – Doskonałe Okazy Małych i Efektownych Konstrukcji”. Pojawiło się w niej 35 niezwykłych domów stworzonych przez najwybitniejszych architektów świata. Wśród nich znalazły się również dwa polskie nazwiska. Jednym z nich jest Przemo Łukasik, architekt z MedusaGroup (pracownia działała kiedyś w Gliwicach i tu też znajduje się wiele zaprojektowanych przez nią obiektów). Przemo w 2003 roku na dom przerobił lampiarnię stojącą na terenie bytomskiej Kopalni Orzeł Biały. Swój projekt nazwał BOLKO-LOFT. Koszt modernizacji i adaptacji wyniósł 120 tysięcy złotych. W konkursie ”Polska. Ikony architektury” Bolko-Loft został wybrany jako jedna z dwudziestu najciekawszych realizacji w Polsce po 1989 roku.

 

arch. Mariusz Kuźniak / DesignOFF

www.designoff.com.pl